Menu

Worek

Wrzucane do worka warstwami. Na ogół historyjki, niektóre, dawniejsze migrowały z miejsca, które mam nadzieję także odwiedzicie, a tam mało napisane, ale dużo narysowane przeze mnie, czyli Almetynę.

Być czy nie być (seniorem)?

almetyna
Pytanie proste, odpowiedzi już nie. Z kalendarzem się nie dyskutuje.
Starzenie się jest niby nieuniknione, ale nie powinno to nas dotyczyć. Nikt seniorem być nie chce, choć każdy wie, że jeśli młodo nie umrze, to nim będzie. Stara się odroczyć moment, gdy trzeba będzie stanąć ze starością twarzą w twarz, brać się za bary z upływającym czasem. Jakże niesłuszne to obawy. Seniorzy właściwie są coraz bardziej na topie, jak napiszesz program działań na rzecz seniorów, sukces masz gwarantowany, bo to ludzie specjalnej troski. Niepełnosprawni. Jak nie ruchowo, to umysłowo. W dniu, w którym po raz pierwszy dano ci to odczuć zaczynasz się zastanawiać. Albo dostajesz chandry, albo zaczynasz się zbroić, żeby dać odpór. Lepiej dać odpór, wybierajmy tę opcję.
 
Sprawdź, które z poniższych zdań pasują do ciebie:
 
Czujesz się niezręcznie w sklepach z modnymi ciuchami.
 
Dyskretnie rozglądasz się w miejscach publicznych gdzie by tu usiąść.
 
Jesteś na emeryturze, mimo że nie pracowałeś w straży pożarnej.
 
 Ktoś ci ustępuje miejsca w tramwaju, a nie jesteś w ciąży.
 
Masz roczny bilet komunikacji miejskiej za 50 zł.
 
Patrzą na ciebie dziwnie gdy kupujesz coś z branży IT.
 
Trąbią gdy prowadzisz samochód zgodnie z ograniczeniami prędkości.
 
Wyrabiasz sobie Kartę Seniora.
 
Wzruszasz się jak nigdy dawniej na widok bobaska.
 
Zapominasz gdzie jest odłożona twoja komórka.
 
Zostajesz babcią/dziadkiem.
 
Jeśli co najmniej trzy z powyższych stwierdzeń dotyczą cię, to prawdopodobnie jesteś seniorką lub seniorem, bez względu na datę urodzenia. A dalej: pozostaje sprawdzić  jak się czujesz w tej roli i czy ją akceptujesz. Od razu widać cztery możliwe sytuacje. Czujesz się dobrze, akceptujesz; źle i akceptujesz; dobrze, ale nie akceptujesz i źle, ale nie akceptujesz. Dwie pierwsze sytuacje zostawiamy jak są, a dwie pozostałe poddajemy obróbce. Dobre i złe samopoczucie odkładamy na potem. Zastanówmy się nad akceptacją naszej senioralności. Nasz cel jest prosty (pogodzenie się z sytuacją), osiągnięcie go zawiłe. Szczerze mówiąc, jeśli nie akceptujesz swojego stanu, to zapewne dawniej też tak było. Jako dziecko chciałeś / chciałaś być osobą dorosłą, w wieku nastoletnim myślałeś / myślałaś, że jesteś, około czterdziestki poczułeś / poczułaś, że tydzień trwa jak dzień, miesiąc jak tydzień, a lata są coraz krótsze, starość za progiem. Teraz pewnie myślisz, że nic się nie da zrobić. Jeśli tak, to się rzeczywiście nie da. Jeśli masz podejście pozytywne, to do dzieła!
 
Zacznijmy od ewentualnych korzyści z bycia seniorem. Trzy minuty namysłu... ... .... ... ... ...  Już? No widzisz ile tego! Puśćmy wodze fantazji, wyobraźmy sobie jak każda z wymienionych przez ciebie korzyści przekłada się na konkretne świetne wydarzenia. Na przykład dużo wolnego czasu, co z nim robisz? Tai chi albo teatr amatorski. OK. Przeglądaj dalej swoje korzyści i poszalej. Z tego szaleństwa wyłoni się chęć, pomyślisz "A może?", stąd narodzi się plan, a realizacja planu spowoduje prawdziwą aktywność. I już nic nie stanie na przeszkodzie do akceptacji twojej senioralności.
 
Smerf Maruda powie w tym momencie, że to się nie może udać. Jak to dobrze, że nim nie jesteś. 
Swoją drogą jak to jest, że o niektórych ludziach nie myśli się jak o seniorach? Mick Jagger, Hanna Krall czy Franciszek i tylu, tylu innych, mniej lub zupełnie niesławnych, jakich na pewno znasz i codziennie mijasz.
 

Kreatywne inspiracje wyjątkowo oryginalne

almetyna

Tak się tylko zastanawiam. Słowa się rodzą, trwają, ewoluują, zmieniają znaczenie i odchodzą na strych, skąd jakiś literat czasem je wydobywa i odkurza. Są też słowa funkcjonujące od dawna, ale nagle przeskakujące z ogólnych zasobów słownika na "wyższą półkę" i "do innej bajki", dzięki czemu stają się tendance. Czy słowo "kreatywność" znaczy jeszcze "twórcze podejście, nieszablonowe idee, przekraczanie granic"...? Czy raczej oznacza "robimy to co wszyscy lubią, bo znają i co każdy łatwo znajdzie na półce "inspiracje". Czy słowo "inspiracje" oznacza nawiązanie do czegoś czy powielanie... bo tak jakoś się pogubiłam. Właśnie obejrzałam pewien niezwykle kreatywno-inspirujący serwis. Jak się wam podoba? - że zacytuję mistrza.

Nawiasem mówiąc, tych oryginalnych kreatywnych inspiracji jest niezwykłe wprost zatrzęsienie. Tak twierdzi wujek Gugiel:  
1 580 000 wyników (0,35 s).

Tylko w aniołkach jaki wybór! Nie mówiąc o scrapbookingu, który (jak donosi Wikipedia)  jest sztuką ręcznego tworzenia i dekorowania albumów ze zdjęciami i pamiątkami rodzinnymi. Nazwa pochodzi od ang. scrapbook, oznaczającego taki album. Natomiast sam wyraz scrap oznacza skrawek.

Sama w sobie ta technika, jak każda inna, jest tylko metodą wytwarzania jakiejś rzeczy. W żadnym razie nie musi to być rzecz taka sama lub podobna ("zainspirowana") do milionów innych takich rzeczy. Ale jakoś dziwnie zazwyczaj jest taka sama lub podobna. I to się ludziom podoba. Ale dlaczego?!!! Nigdy nie pojmę...

A tu nieco wesołych przykładów do nabycia za niewielkie pieniądze, jeśli się lenicie lub nie garniecie do kreacji:

Nie wiedzieć czemu "kreatywny świat" najczęściej jest kompletnie wyprany z poczucia humoru. Mimo to wzbudza czasem śmiech, gdy rozwiązuje nierozwiązany dotąd problem twórczości, pardon, kreatywności. Na przykład gdy stwierdza autorytatywnie, że zastosowanie tej akurat metody: pozwoli każdemu zgłębić tajniki tworzenia.  Każdemu! Jakie to miłe. 
Ale chętnie w to wierzę. Niejeden stragan z pamiątkami jest kopalnią inspiracji. Piękno można spotkać na każdym kroku. I ty zostań artystą. Nie święci garnki lepią. Co ci szkodzi?

Plusy scapbookingu:
- każde ozdobione zdjęcie czy kartka staje się dziełem sztuki
- technika na tyle prosta, ze może w tworzeniu prac uczestniczyć cała rodzina
- nie wymaga wielkich zdolności plastycznych, wystarczy przeciętny zmysł estetyczny żeby powstały ładne prace
- prace powstają dość szybko dzięki czemu od razu można się cieszyć z uzyskanego efektu

No i czemu się przyczepiłam? Pewnie z zazdrości, że tak nie umiem. Przecież to chyba dobrze, że ludzie masowo się garną do prac ręcznych? To ich uspokaja i pozwala na kreatywność, prawda?

 

Korytarze

almetyna

Będzie o niejawnej przemocy i o trosce na pokaz.

Epizod 1

W pewnym prywatnym domu opieki, gdzie kogoś odwiedzałam, podeszła do mnie pani o zwiewnej sylwetce, szczuplutka, z poetyckim, a może zagubionym spojrzeniem wyjątkowo błękitnych oczu i unosząc nieco ręce z białym talerzem zapytała nieśmiało:

- Czy może mi pani umyć talerz?

Oczywiście umyłam, podałam jej taki sam, ale suchy i w tym momencie nadeszła opiekunka.

- Po co ci ten talerz, pani Anno? - Rzekła głośno i wyjątkowo zdecydowanym, napierającym tonem.

Pani Anna stropiła się, przycisnęła talerz do piersi i otworzyła usta.

- Ja... ja...

- No po co?! Słucham! 

- Ja... ja tylko...

- Nie potrzebujesz tego talerza. Po co go trzymasz, Pani Anno? No, słucham!

_ ...

- Widzisz sama, nawet nie wiesz, po co ci ten talerz. Oddaj, no już! Jak będzie ci potrzebny na kolację to go dostaniesz!

Pani Anna straciła resztki odwagi i pozwoliła sobie odebrać talerz. Stałam od nich obu o metr. Opiekunka zupełnie się nie krępowała moją obecnością. Spytałam ją:

- Czemu pani Anna nie może mieć tego talerza?

- A po co jej? Jeszcze stłucze.

Obejrzałam się. Pani Anna drobnym, wahliwym kroczkiem szła korytarzem do swojego pokoju, który dzieliła z inną panią, niechodzącą i przez zawsze otwarte drzwi, z poziomu wysokiego łózka, obserwującą pusty korytarzowy świat.

Epizod 2

Pan, którego odwiedzałam zaczął już trochę chodzić, korzystaliśmy więc z pięknej pogody żeby pobyć na powietrzu. Sam o to nigdy nie prosił, jakoś nie wpadał na ten pomysł. Opiekunki także nie.  Na dole przy wyjściu była toaleta (porządna i dostosowana dla osób niepełnosprawnych), a on potrzebował jej częściej niż zdrowi. Poprzednio trzeba go było do niej doprowadzać, ale tamtego dnia czuł się już silniejszy, więc zaproponowaliśmy mu, żeby poszedł sam. Powiedział, że nie wolno im korzystać z tej toalety.

Epizodów mogę mnożyć a mnożyć. Chyba tego nie chcecie. Temat, który mnie zajmuje nie należy do spektakularnych. Na njus się nie nadaje. Nie ma w nim bicia, głodzenia i znęcania się. Są tylko drobniutkie szykany, wywieranie presji z pozycji dominującej, mówienie na ty, przewracanie oczami za plecami podopiecznego, zabranianie samodzielności i ogołacanie z prywatności. Starzy ludzie bez obrony nie zasługują na troskę, nie wspominając już o szacunku. Życzliwość to pojęcie obce.

W ciągu całego tegorocznego upalnego lata w ogródku przebywało tylko parę osób na tyle samodzielnych, żeby z własnej inicjatywy i o własnych siłach powędrować na dwór. Inni siedzieli w pokojach ze stale otwartymi drzwiami. Niektórzy trzymali w rękach piloty i zipowali w szalonym rytmie. Widok z ekranu był fajniejszy niż przez drzwi. Okna, chyba nie przypadkiem, mieli zawsze za plecami.

Kiedyś byłam w jeszcze bardziej dramatycznym miejscu, na oddziale neurologicznym wielkiego szpitala. Przechodziłam koło sali, z której dochodziły dziwne piskliwe zawodzenia. Zajrzałam. Szkieleciki na łóżkach darły się ledwo słyszalnie, bo dostarczono obiad do sali, ale szafki i parapety stały poza zasięgiem ich rąk. Zadbane pielęgniarki przebiegały korytarzem w innych, ważnych sprawach. Tam śmierć naigrawała się jawnie. Tu, gdzie bywałam ostatnio robiła to w przebraniu.

2307_Szkieleciki_72

 

 

Ustaw się!

almetyna

Świat się zmienia na naszych oczach.

Już myślicie, że wreszcie się Almetyna przemogła i znowu pisze o wielkiej polityce. Skądże. Wydarzenia wstrząsające światem pozostawiam wszystkim tym, którzy się na tym świecie lepiej znają. Almetyna w tym czasie analizuje mniejsze zjawiska, na pozór wzbudzające mniej emocji. W każdym razie media o nich nie huczą, reporterzy nie podsuwają ludziom pod nosy mikrofonów, dzięki którym mogą dowolnie kreować, pardon, obiektywnie informować opinię publiczną, kamerzyści nie ślą w świat poruszających obrazów, od których drżą sumienia, aż łza się w oku kręci, a rządy otwierają kasy.

Co innego niż ta łza mnie kręci. Wstyd przyznać ile niecenzuralnych słów ujemnie naładowanych emituję w pewnych sytuacjach. Wstyd oczywiście dlatego, że zamiast prywatnymi drobiazgami, złamanymi paznokciami, ulicznymi korkami, kloszardami umierającymi w mojej altance śmietnikowej, powinnam wybrać jedną z dwu głównych opcji na skalę europejską, a nawet globalną i się opowiedzieć. Oraz tu czy tam przyłączyć i aktywnie zauczestniczyć. 

Zamiast tego wszystkiego, ja się na nowo ustawiam. Kiedyś już próbowałam (tu klikaj).

3ustawDSC04262web

Ale to na nic. Teraz nadeszła godzina prawdy! Nowa era masowego update'u. Pewien młodszy członek rodziny stale mnie gromi za brak dociekliwości, niesamodzielność njutechnologiczną i zadawanie głupich pytań. Ambitnie nie zadałam, tylko zainstalowałam nowość, którą "wszyscy" już zainstalowali i teraz prześcigają się w bardzo mądrych komentarzach z mnóstwem trudniejszych wyrazów. Zazdrość i ambicja mnie wzięły.

Skutek był opłakany. Mój komputer typu PC najpierw złożył mi gratulacje za udaną akcję instalacyjną, następnie zaczął emitować nawracający sygnał dźwiękowy typu BŹDRANG! i informować o błędzie MSV... coś tam. Od razu się zaniepokoiłam, czy to nie dawne MSW, ale nie, ten bźdrang! był całkowicie dzisiejszy. Za to uporczywy, o zmiennej i dużej częstotliwości. Nerrrrrrrrrwy!

Poszłam do jednego pana fachowca w pobliskiej hali targowej. Szczegółów nie podam, bo podobno nie wolno robić kryptoreklamy, w której to kwestii mam inne zdanie; kto chce namiar, niech pisze wspakinfo@gmail.com.
Ten pan szybko i niedrogo usunął problem, oczyścił ustrojstwo z licznych błędów, założył zapory i teraz już nie muszę zajmować się niczym innym niż tym światowym problemem, czego tak chciałam uniknąć.

A kiedyś nie było takich dylematów, kiedyś się miało sprawnego Maca z wielkim ekranem. Dalej by się miało, gdyby zamiast pisać bloga, którego nikt nie czyta, nikt nie sponsoruje, nikt reklam nie umieszcza, wziąć się za poważne zajęcia. Np. zadania w świecie wielkiej polityki czy... (choćby nawet niewielkich) finansów. W końcu koszula bliższa ciału, każdy się zgodzi. Tak, łza w Macu się kręci, przynajmniej mnie, innym - jak mówią, kręci się w oku .

A wracając do meritum. Zamiast emocjami, kierujmy się rozumem. 

tratwa+meduzy

Co tam panie w polityce?

almetyna

Jak to co? Rzeczywistość medialna wybiera rodzynki i je ogląda w różnym świetle, zanim wrzuci do centryfugi z ciastem na zatrute ciasteczka.

 

Czytam  czasem PAPa njusy i czasem klikam w jego linki, dziś taki o "konflikcie na Ukrainie", a czasem lecę do kolejnego źródła i też się krzywię niemiłosiernie. Wszystkiemu winiem ten czarny charaktr, Putin. Może nie bierze się pod uwagę, że jakkolwiek paskudną nam się widzi jego facjata, to czasem nie car winny, choć on z założenia nie bez winy.

Niby wiemy, że Wołyń, ale niezręcznie to teraz wyciągać. Niby wiemy, że narody to pojęcie przestarzałe, ale wolimy myśleć po staremu, po co nam rozumieć świat. Niby wiemy, że dżihad się czai oraz ebola... ale przecież daleko. Może nas nie dopadną. 

Jak i skąd biorą się narody? Mnóstwo znawców to wie, więc nie będę się wymądrzać, sami sobie poczytajcie lub przypomnijcie. Mnie chodzi i łatwość z jaką rozprzestrzeniają się mity. To co się u nas pisze o Ukrainie jest nie takim sobie mitem. Jest gigantyczną konfabulacją, podszytą wielkimi interesami, ropą, czarnoziemem, tanią siłą roboczą.

NjusPutinnicniemoze1
 Dla wyjaśnienia dodam, że pozostałe NJUSY są jak dotąd na blogu głównym. Jednak powinny się tu przeprowadzić, będę je namawiać do tego. Więcej...

Lalka ma ćwierć życia za sobą

almetyna

To w projektach normalne, że są zaplanowane. Życie lalki będzie trwało 365 dni. Minęło pierwszą ćwiartkę.

W życiu, które nie jest projektem, tylko realizacją – zwróć uwagę na rdzeń słowa realizacja – pierwsza ćwiartka oznacza koniec dzieciństwa. Nastaje czas młodzieńczych przygód z życiem. Zobaczymy, czy druga ćwiartka okaże się mniej pochylona nad samą sobą. Przekonanie, że artysta zawsze wyraża siebie jest powszechne. Czasem dzięki prawdzie zawartej w wypowiedzi artysta zostaje ikoną swoich czasów.  To właśnie wyraża Virgile Debar przywołując parę ikon ostatnich stu kilkudziesięciu lat.

Virgile Debar

Virgile Debar ma obsesje na miarę naszego wieku: seks, moc (superman damski i męski), śmierć, autodestrukcja. Robi to, co artyści robią "od zawsze" – zajmują się kondycją człowieka i wyrażają do niej swój osobisty stosunek.

Matrioszka Moniki Doskocz-Kupisowej też ma obsesje naszych czasów, z naciskiem na naszych i teraz. Pochylenie nad sobą jako indywiduum może ciekawić. Z małym zastrzeżeniem: osobowość zajmująca się sobą powinna czasem rzucić okiem na okolicę, choćby dla higieny umysłowej. Lalka Ja-matrioszka ma niejakie trudności z wyjściem poza samą siebie, jej transgresje polegają na pokonywaniu barier wewnętrznych. Ma nawet kłopoty w komunikacji ze światem, w którym przebywa. Mówi o sobie i do siebie, trwa w stanie stałej gotowości do rozpoznawania drgań własnej duszy. Autyzm się rozprzestrzenia, chociaż coraz lepiej jako ludzkość radzimy sobie z przekraczaniem jego granic. A może narcystyczne narracje najlepiej przystają do naszej epoki rozdartej między homogenizacją społeczeństw masowych i imperatywem uratowania indywidualności?

 

Co parę dni autorka projektu Sekretne życie lalki pokazuje coś znaczącego w oderwaniu od samej siebie, chociaż dla niej także istotnego, dlatego właśnie zauważonego, i wtedy bardziej widać, że sekretne życie prowadzi każdy z nas.

 

Dzisiejsza sztuka jest sztuką społecznie zaangażowaną, a ponieważ takie określenie niedobrze się kojarzy, to nazywa się ją krytyczną.

Obieg pokazuje wszystko co warte pokazania w sztuce naszych czasów w jej wariancie kuratoryjnym. Na przykład artykuł No-body- notatki o kobiecym ciele i nagości. Amina Tyler, Alaia Magda Elmahdy, Boushra Almutawakel idealnie ujawnia treści sztuki kuratoryjnej, która trafia do odbiorcy bardzo przygotowanego na spotkanie ze sztuką, wręcz wytresowanego w jej konsumpcji. Polecam wszystkim osobom lubiącym być wśród dobrze poinformowanych.

 


Inny artykuł na podobny temat KLIK

Zdewastowany plac zabaw. Finka nr 4

almetyna


Żorżyk wysunął groźnie palec wskazujący i rzekł wizjonerskim tonem:


– Ukrywanie się w tłumie jest wygodne! Lubisz czuć ciepło, bliskość, wspólne tętno, jednoczące falowanie. Przymykasz oczy, roztapiasz się. Trwasz w błogostanie.

Z czasem tłum się zagęszcza, jest coraz duszniej. Robi ci się słabo, obawiasz się zemdleć. Odczuwasz konieczność wyjścia poza. Z trudem usiłujesz się przedrzeć. Tłum jest niejednorodny, gorący, zbyt bliski, faluje spazmatycznie. Szukasz rozluźnień jego tkanki i jeśli wykrzeszesz dość cierpliwości, inteligencji i uporu, trafisz na jego granicę. To pewnie będzie lita skała, co innego może ograniczać tłum? Może ta skała jest czasem porowata, może gdzieś trawi ją erozja… i akurat ty trafisz na to miejsce?
Szukasz z nową energią. Wiesz, że musisz się wydostać. Zbierasz siły potrzebne do przebicia się.

O, tutaj! Nieoczekiwanie twoja noga wyczuwa sterczącą z ziemi sprężynę. Jest solidna, to pozostałość po żółwiku do bujania, wszyscy ją omijają. Ostatkiem sił unosisz jedno kolano, i wstępujesz na nią lewą stopą. Brakuje ci rozbiegu. Zaczynasz wątpić.  Gęsty tłum podtrzymuje cię, nie upadasz, wyrastasz ponad niego, twoje ramiona, twoje oczy wystają ponad najwyższe głowy. Zauważasz nagle, że one wszystkie coś mówią, szepczą, wykrzykują, coś skandują. Slogany…? …instrukcje obsługi? … hasła? Nie rozróżniasz słów, chór jest potężny, niedograny, asynchroniczny. Wtem zdajesz sobie sprawę, że to jest twoja jedyna szansa. Więc najzwyczajniej wybijasz się i skaczesz w górę.  

Tu Żorżyk przerwał, rzucił szybkie spojrzenie, żeby sprawdzić czy Almetynka śledzi tok jego mowy. I wcale jej nie zobaczył, ale ją usłyszał. Właśnie pofrunęła między chmury, wrzeszcząc ECIE-PECIE!


– Almetynko, dlaczego?!


– Bo tak. Dotarło do mnie co ci ludzie w kółko wrzeszczeli: "Myję zęby po jedzeniu!", "Nie garbię się, nie jestem sam!", "Ustępuję miejsca w tramwaju!". Ble, ble, ble… A teraz  Żorżyku siedź cicho, bo spadam!


Almetynka lekko wylądowała w pobliżu lasu, na szczycie dachu, a dokładniej, w opuszczonym bocianim gnieździe. Otworzyła ostrożnie oczy i stwierdziła, że nie ma tłumu, nie ma resztek po placu zabaw, nie ma skał. I już wiedziała. Ten tłum nie istnieje i cała reszta też. To oczywiste, rzekła Almetynka do samej siebie:


– Czego moje oczy nie widzą, tego po prostu nie ma!


A realnie istniejący Żorżyk jej odpowiedział, nie wiadomo czy z ironią, czy z podziwem:


– Tak Almetynko, możesz się dalej swobodnie bawić!

 

 

 

Posłowie 

Ten wpis wziął udział w konkursie Fidrygauki.

INFO i adresy wpisów – KLIKWprawek biorących udział w konkursie Finka z kominka.



Miłego dnia

życzy Almetyna

Hejterstwo niepoprawne handlowo

almetyna

Poprawność polityczna zdobywa nowe terytoria. Media, rynki, sieć, właściwie "SIECI". I nasza "kultura życia codziennego". Skoro hejterstwo niepoprawne, to będziemy unikać wszelkiej krytyki, nawet konstruktywnej, bo o żywych blogerach i ich dokonaniach można mówić dobrze lub wcale. Krytykować zaś NALEŻY wyłącznie polityków i celebrytów. Najlepiej w komentarzach do gazeta.pl, gdzieś w końcu człowiek musi.*

 

Taka postawa została wymyślona przez media społecznościowe, bodajże Facebook był pierwszy, ale powód jest inny niż łagodzenie obyczajów. Marketingowo opłaca się tworzyć iluzję świata "kochajmy się", opłaca się infantylizacja publiczności dysponującej siłą nabywczą. O lajkowaniu sporo opinii mamy także w sieci n na samaym fejsie, a tak napisał krytyk Łukasz Gorczyca: „wspólnota, która lubi, zastępuje samotność rozumienia”. (…)

Chodzi oczywiście o przycisk „like”. Zanim go wynaleziono, niewiele osób decydowało się na publiczne wyrażanie własnej oceny. Od tego byli hmm... no właśnie, krytycy sztuki. Teraz ocenianie stało się proste jak nigdy dotąd: lubię to! Lubię to! Lubisz to ty i sześćdziesiąt trzy tysiące innych osób (na marginesie: dwie godziny od umieszczenia na portalu gazeta pe el informacji o śmierci poetki Wisławy Szymborskiej „lubiło to” tysiąc osób – system zbiorowej afirmatywności nie jest jeszcze do końca dopracowany). Spróbujmy przez chwilę nie bagatelizować tej kwestii. Czyż nie jest to rewelacyjne narzędzie skutecznie obezwładniające retoryczne piruety krytyka? Patrzysz, co lubią twoi znajomi i już wiesz, co jest ciekawe, ważne, potrzebne. Powtórzę jeszcze raz (ups... uwaga dla podtrzymania wiarygodności – jestem na ryczałcie, nie na wierszówce): krytyka sztuki przestała być koturnowa i wyniosła, stała się interaktywna, ludzie przestali krępować się własnego zdania i gustu, gdy dostali do rąk tak genialnie proste narzędzie jak przycisk „like”. Tym samym akt krytyczny przestał być czymś elitarnym, teraz wreszcie każdy na równi z każdym może lubić jakiś film, książkę, albo wystawę sztuki nowoczesnej (szczególnie wystawę sztuki nowoczesnej, oczywiście).

 

Ciekawie rozwinęła się rozmowa na fejsie, gdzie napisałam:

Ustanawiam KCIUK W DÓŁ jako protest przeciwko manii zagłaskiwania na fejsie! Mamy prawo oceniać coś na NIE. Mamy prawo wyrażać opinie. Mamy prawo walczyć z kulturą nurzania wszystkiego w kisielu.

Róbmy to w rękawiczkach! A teraz cium, cium, kocham was wszystkich ;- )


Kilka wybranych wypowiedzi:

(Kolega B.)
Wiesz... ja bym tam preferował środkowy palec. Bo kciuk w dół czy w górę, to jak igrzyska - tylko lwów szkoda ;] 

(Koleżanka D.)

Eeeee, jest tyle hejtu na wszystko, że całkiem podoba mi się opcja powściągliwego milczenia, kiedy coś się nie podoba...

(Kolega K.)

Niby się zgodzę, ale pomyśl ile dislajkow dostałyby wtedy wartościowe projekty artystyczne, których 80% ludzi nie rozumie wiec zapewne daje łapę w dół.

 

 

A teraz rzut oka na medium pierwszego obiegu. Kultura (?) memów w gazeta.pl

 

 

 

 

 

 

 A na pozycji 13 kompletne chamstwo w świetle gazetowych reflektorów:

 

 

Więc jak to jest z hejterstwem? Złe ono całkiem, trochę, czasem, zawsze... a może niezłe?

Obstawiam wyjście pośrednie. Najpierw ustalmy czym się różni krytyka od hejterstwa i lajkowania, a wtedy ponownie WYRAZIMY NIEZALEŻNĄ SAMODZIELNĄ, WŁASNĄ, OSOBISTĄ opinię na dowolnie wybrany temat.

 

- - -

* Temat dzisiejszego wpisu jest z gatunku KULTURALNIKOWYCH, ale pojawi się tam dopiero w przyszłości.

 


Sieć społecznie użyteczna

almetyna

 

Dziś w Kulturalniku:


Czy lubisz hejterstwo?


Kochajmy emi imi grantów

 


Rządzi się żądzą

 


 

 

 

To jest zaproszenie i zapowiedź e-wydawnicza.

Zamieniam się w Waszą sprawozdawczynię.

Otworzłam po sąsiedzku nowy blog, KULTURALNIK,

na tematy medialne i inne.

Same bardzo ważne. 

Ciekawe. Poruszające. Znaczące. 

Czytajcie i komentujcie!

 

Spis treści, stan dzisiejszy:

 

 

14.02.2014: Kochajmy emi imi grantów

14.02.2014: Rządzi się żądzą

11.02.2014: Wzrok dźwignią handlu

10.02.2014: Wstrząsnęło?

9.02.2014: Bardzo kreatywna reklama w Chicago

8.02.2014: Powitanie, kury skrobią na dodatek

 

 

Walentynki stały się obowiązkowe, wszystkie miłości godne świętowania, no to proszę

Finka z kominka, wprawka 2, ROZWAŻANIA NA TEMAT RÓŻ 

almetyna

Dokładniej, TEMAT jest taki:

Niektórym ko­bietom nie wys­tar­cza bu­kiet róż, chcą, żeby mężczyz­ni tym różom zmieniali jeszcze wodę.

Większość uczestników II wydania Finki z kominka to uczestniczki. Sam fakt, że zadajemy sobie trud pisania tekstu na konkurs uwalnia nas od podejrzeń, że należymy do kobiet domagających się wiecznych hołdów i obsługi. Z drugiej strony może się okazać, że się tylko zręcznie maskujemy.

 

Róża powala. To kwiat wielofunkcyjny. 

 

Postarajmy się na chwilę zapomnieć o ogrodach, płonących lasach, trubadurach, wojnach róż, chrześcijańskiej symbolice tego kwiatka czy o różokrzyżowcach. Pamiętanie o tym wszystkim wymagałoby tak wielkiego eseju, że żaden blog by go nie zniósł, a trudu nikt nie wynagrodził. Ciekawe czy dziś ktokolwiek martwi się kolorem róży kupowanej przed wizytą, a jeszcze nie tak dawno doradzano ostrożność. Szkarłatna róża mogła być wyznaniem miłości, a gdyby ich było siedem, to już po grób. 

 

Miałam kiedyś wizję. Facet jest rycerzem, księciem i prezesem wielkiego banku naraz. Bezgranicznie mnie uwielbia. Bukiet róż non stop. Obraz… nie instalacja z takim nieustającym bukietem róż. Facet może mieć przy nim zajęcie na okrągło. Oprócz wymiany wody powinien te róże przycinać, rozbijać im delikatnie końce łodyżek, dorzucać aspirynę i na noc wynosić do chłodnego pomieszczenia. Co rano przynosić z powrotem, wraz ze śniadaniem do łóżka. Zawsze.

 

Aż tu przyszedł Żorżyk, niezapowiedziany jak zwykle, do rycerza zupełnie niepodobny, ani w ogóle do mężczyzny i zadał pytanie czy nie mam ochoty zostać wielką pisarką, bo wtedy mógłby mnie wszędzie bez wstydu zabierać? Doprawdy, Żorżyk jest strasznie głupi. To ja bym nie chciała nigdzie się z nim pokazywać. Ale nalegał, że za chwilę będę potrzebowała jasno zdefiniować swój stosunek do stylu uprawiania kobiecości, bez tego w naszych czasach długo się nie pociągnie. Człowiek to styl, albo odwrotnie. Cholera, gdzieś to słyszałam, zaciekawił mnie. 

 

– Żorżyku kochany, a jak to zrobić, żeby tą słynną pisarką zostać bez większego kłopotu? Masz jakiś pstryczek-entliczek? – Zapytałam z niewinną miną.

 

Oczywiście zaraz mi powiedział o tym nowym konkursie u Fidrygauki. Temat taki trudny, nie wiadomo czy dam radę. No, ale ta ewentualność sławy… Powiedział, że oczywiście wierzy we mnie, że dam radę. Kochany Żorżyk. I dorzucił, że jakbym miała jakieś trudności, to zawsze mogę wrzucić temat do sieci. Aforyzmy… Bon moty… Złote myśli… przecież lubisz? – wziął mnie pod włos.

 

Zabrałam się do dzieła po porządku, jak do poważnego wypracowania. Najpierw plan. A przed planem zrobię jeszcze risercz i analizę tematu.  Żorżyk wciskał się z pomocą. Ale co to, czy ja nie umiem sama sobie zadawać pytań i na nie odpowiadać? Proszę.

 

Co wynika z tytułu? 

Kobiety są tematem głównym. Dodatkowym są bukiety, róże, mężczyźni i woda. Ponadto w domyśle chodzi o niezaspokojone potrzeby kobiet.

 

Jakich kobiet?

Niektórych.

 

A bardziej szczegółowo?

Takich, którym nie wystarczają róże, w domyśle: wręczone przez mężczyzn.  Tego w temacie nie ma explicite, czy ci sami mężczyźni wręczają i zmieniają wodę, czy nie. Grunt, że te kobiety domagają się pełnej obsługi wazonów. Metafora, odkryłam natychmiast, mimo że do bycia kobietą dopiero aspiruję.

 

Czy wiesz o jakie kobiety chodzi?

Nie. Ale się domyślam.

 

Tak?

Tak. Chodzi o kobiety leniwe, rozpieszczone i wrażliwe na prezenty. Podstępne, żądne władzy nad mężczyznami i dążące do tego celu dzięki roztaczaniu zapachu kobiety.

 

Jakaś teza do rozważań?

Kobiety uwielbiane i obsługiwane. Obsługiwane, bo uwielbiane? Uwielbiane, bo kobiety?  Cholera. Cóż to za wstrętne istoty!

 

Uzasadnisz to? 

Raczej nie. 

 

Dlaczego?

Chciałabym być tak traktowana.

 

Chyba zrezygnuję z bycia wielką pisarką, a nawet jakąkolwiek. Wolę być kobietą z różami, którym ktoś… no, wiecie. Idę narysować tę kobietę,  rzekę i płynący nią niekończący się bukiet róż bez kolców. A mężczyzna, hm, co ma robić na tym rysunku? Niech pilnuje, żeby poziom wody nie przekraczał stanów alarmowych!

 

 KLIK  poczytajcie pozostałe WPRAWKI NR 2

  Gratulacje dla Kaczki, zwyciężczyni Drugiej Finki ! 


© Worek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci