Menu

Worek

Wrzucane do worka warstwami. Na ogół historyjki, niektóre, dawniejsze migrowały z miejsca, które mam nadzieję także odwiedzicie, a tam mało napisane, ale dużo narysowane przeze mnie, czyli Almetynę.

Korytarze

almetyna

Będzie o niejawnej przemocy i o trosce na pokaz.

Epizod 1

W pewnym prywatnym domu opieki, gdzie kogoś odwiedzałam, podeszła do mnie pani o zwiewnej sylwetce, szczuplutka, z poetyckim, a może zagubionym spojrzeniem wyjątkowo błękitnych oczu i unosząc nieco ręce z białym talerzem zapytała nieśmiało:

- Czy może mi pani umyć talerz?

Oczywiście umyłam, podałam jej taki sam, ale suchy i w tym momencie nadeszła opiekunka.

- Po co ci ten talerz, pani Anno? - Rzekła głośno i wyjątkowo zdecydowanym, napierającym tonem.

Pani Anna stropiła się, przycisnęła talerz do piersi i otworzyła usta.

- Ja... ja...

- No po co?! Słucham! 

- Ja... ja tylko...

- Nie potrzebujesz tego talerza. Po co go trzymasz, Pani Anno? No, słucham!

_ ...

- Widzisz sama, nawet nie wiesz, po co ci ten talerz. Oddaj, no już! Jak będzie ci potrzebny na kolację to go dostaniesz!

Pani Anna straciła resztki odwagi i pozwoliła sobie odebrać talerz. Stałam od nich obu o metr. Opiekunka zupełnie się nie krępowała moją obecnością. Spytałam ją:

- Czemu pani Anna nie może mieć tego talerza?

- A po co jej? Jeszcze stłucze.

Obejrzałam się. Pani Anna drobnym, wahliwym kroczkiem szła korytarzem do swojego pokoju, który dzieliła z inną panią, niechodzącą i przez zawsze otwarte drzwi, z poziomu wysokiego łózka, obserwującą pusty korytarzowy świat.

Epizod 2

Pan, którego odwiedzałam zaczął już trochę chodzić, korzystaliśmy więc z pięknej pogody żeby pobyć na powietrzu. Sam o to nigdy nie prosił, jakoś nie wpadał na ten pomysł. Opiekunki także nie.  Na dole przy wyjściu była toaleta (porządna i dostosowana dla osób niepełnosprawnych), a on potrzebował jej częściej niż zdrowi. Poprzednio trzeba go było do niej doprowadzać, ale tamtego dnia czuł się już silniejszy, więc zaproponowaliśmy mu, żeby poszedł sam. Powiedział, że nie wolno im korzystać z tej toalety.

Epizodów mogę mnożyć a mnożyć. Chyba tego nie chcecie. Temat, który mnie zajmuje nie należy do spektakularnych. Na njus się nie nadaje. Nie ma w nim bicia, głodzenia i znęcania się. Są tylko drobniutkie szykany, wywieranie presji z pozycji dominującej, mówienie na ty, przewracanie oczami za plecami podopiecznego, zabranianie samodzielności i ogołacanie z prywatności. Starzy ludzie bez obrony nie zasługują na troskę, nie wspominając już o szacunku. Życzliwość to pojęcie obce.

W ciągu całego tegorocznego upalnego lata w ogródku przebywało tylko parę osób na tyle samodzielnych, żeby z własnej inicjatywy i o własnych siłach powędrować na dwór. Inni siedzieli w pokojach ze stale otwartymi drzwiami. Niektórzy trzymali w rękach piloty i zipowali w szalonym rytmie. Widok z ekranu był fajniejszy niż przez drzwi. Okna, chyba nie przypadkiem, mieli zawsze za plecami.

Kiedyś byłam w jeszcze bardziej dramatycznym miejscu, na oddziale neurologicznym wielkiego szpitala. Przechodziłam koło sali, z której dochodziły dziwne piskliwe zawodzenia. Zajrzałam. Szkieleciki na łóżkach darły się ledwo słyszalnie, bo dostarczono obiad do sali, ale szafki i parapety stały poza zasięgiem ich rąk. Zadbane pielęgniarki przebiegały korytarzem w innych, ważnych sprawach. Tam śmierć naigrawała się jawnie. Tu, gdzie bywałam ostatnio robiła to w przebraniu.

2307_Szkieleciki_72

 

 

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • czubata

    Jest mi czasem ciężko z moim ojcem. Też nie będę opisywać. Czasem przeginam także ja. Ot, wczoraj tak przegięłam,że spać nie mogłam. Polazłam przeprosić z samego rana. Przykro mi. Wszyscy jesteśmy nieznośni.

  • almetyna

    Czubatko, nawet nie próbuj się porównywać do tych prymitywnych, cwanych babsztyli udających opiekunki. Nerwy mogą puścić Tobie czy mnie, wiadomo, ale wredność ustawiczna to już jest wyczyn.
    Buzi!

  • czubata

    Od razu na myśl mi przyszła moja świeża bo wczorajsza sytuacja, stąd bicie się w pierś, wszak do końca nie skamieniałam :)
    Zdaję sobie sprawę z pewnych różnic sytuacyjnych. Podobne postawy można spotkać wśród pielęgniarek, czasem miałam wrażenie, że pielęgniarka nie jest już od zajmowania się pacjentem. Przykre doświadczenia miałam jak ojciec był w szpitalu właśnie,nie na onkologii, tylko na ogólnym gdzie dominowała społeczność osób starszych. Wygląda na to, że ludzie starsi są jakimś szczególnym obiektem lekceważenia. A ludzie którzy wybierają charakter swojej pracy, mijają się z powołaniem.

  • almetyna

    Czubatko, właśnie się zastanawiam skąd to ogólne lekceważenie osób starszych i bezradnych przez tzw. personel. Może zawsze było? Może nawet gorzej? Może mało kto to widzi? Może to co widzimy zawsze zależy od sposobu patrzenia? Jeśli mamy odmienne sposoby patrzenia, to szansa porozumienia spada.

    Kiedyś nie personel zajmował się starymi, lecz rodziny. Różnie im szło. Nie zawsze mogły sprawę ogarnąć. Kiedyś w wiejskich rodzinach wystawiano starych ludzi na wycug, teraz już nie. Chyba starzy mają teraz lepiej... Zbigniew Mikołejko sporo i ciekawie mówi o starości.

  • czubata

    Opieka nad starszym jest specyficzna. Ja to dostrzegam teraz kiedy mam u siebie ojca który niedołężnieje.Jest ona trudniejsza niż opieka nad małym dzieckiem, bo dziecko można podporządkować i ukierunkować. Starszy człowiek jest człowiekiem dorosłym, ukrztałtowanym którego zwyczaje są głęboko zakorzenione i o żadnym podporządkowaniu nie ma mowy, nawet kiedy starszy zachowuje się infantylnie,nie można go ograniczyć. Przykład: podgrzewa sobie danie w garnuszku, zostawia wszystko na gazie i udaje do innego pokoju oglądać tv. Zapomina o garnuszku na gazie. I takie sytuacje się powtarzają mimo wszelkich próźb. Podobnie: ledwo widzi na oczy z powodu nawrotów zaćmy ale wybiera się na wycieczki rowerowe i już się zdarzyło że o mało nie został potrącony. Ale nie mogę zabronić mu wychodzenia z domu i wycieczek rowerowych,ponieważ jest człowiekiem dorosłym. W nocy nie może spać więc rozdziawa tv na cały zycher, bo słabo słyszy,a jego pokój jest tuż obok pokoju dzieci. Nie można się z nim dogadać z jakiegoś powodu, sytuacja się powtarza. Na szczęście dzieciaki przywykły. To są właśnie różne takie sytuacje i jest ich mnóstwo. Jeżeli w relacji opiekun-starszy nie ma więzi emocjonalnej i rodzinnej, przyjdzie znieczulica. Tak myślę.

  • almetyna

    Czubatko, znieczulica to choroba a nie standard. Lekarze np. popadają w rutynę (z konieczności), ale w jej ramach niektórzy stosują życzliwość i uprzejmość jako podstawowe zachowanie, które jest nawykiem i nie trzeba niczego odgrywać. Te opiekunki grają role na użytek rodzin i tylko w czasie ich wizyt. Mimo to wielokrotnie słyszałam rozpaczliwe wołania z pokojów, na które nie było odzewu. Ale zdarzało się także, że na mój widok opiekunka się zrywała i galopowała do któregoś chorego, który akurat wydawał rozpaczliwe dźwięki.

    U Ciebie w domu to zupełnie co innego. Twój Tata nie jest na tyle niedołężny, żeby sobie nie radzić. I jest u Ciebie, więc możecie się trochę besztać, a i tak nie zrobicie sobie krzywdy.
    Zachowanie opiekunek w domu, o którym piszę jest nieporównywalne. One mają do czynienia z ludźmi tak zdegradowanymi, że się nie postawią. Oni są sterroryzowani i nie śmią się przeciwstawić. I mimo że niby po chwili nie pamiętają czego im zabroniono, to dziwnie pamiętają kogo i kiedy należy się bać.

    Pani Anna z mojego wpisu któregoś razu na mój widok się uśmiechnęła i spytała skąd my się znamy :-)

  • czubata

    Moja siostra przeszła kurs na opiekunkę w domu opieki ale nie pracuje w zawodzie bo jak opowiadała, nie była w stanie znieść tego co tam się działo.
    Od jakiegoś czasu rozglądam się i przestaje mi się podobać co widzę. Coraz częściej mam wrażenie, że to co było kiedyś, czyli także to iż babcie i dziadkowie pozostawali w rodzinie aż do śmierci, było bardziej wartościowe niż to z czym mamy do czynienia teraz. Im bardziej się rozglądam, tym mniej staję się "otwarta"na ten postęp,nowoczesną myśl i nowoczesny styl życia.

© Worek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci